Zamiast Gry o Tron – W…

Zamiast Gry o Tron – W pustyni i puszczy. Diuna w wykonaniu Villeneuve’a nie jest godną adaptacją powieści Herberta.

Recenzja bezspoilerowa.

I już na wstępie zaznaczę, że ten film poległ na poziomie scenariuszowym. To stąd biorą się wszystkie problemy najnowszej Diuny.

Diuna w wykonaniu Villeneuve’a jest maksymalnie uproszczoną adaptacją książki Herberta. Do tego poziomu uproszczoną, że aż boli. Ci którzy dobrze znają uniwersum Diuny – wyjdą z kina zawiedzeni. Wszelkie intrygi, spiski, przemyślenia bohaterów i ich rozterki są tutaj przedstawione w stopniu minimalnym. Albo w ogóle nawet nie występują. Cała złożoność tego uniwersum została sprowadzona do prostej historyjki o Paulu Atrydzie i jego wędrówce po Arrakis. Postacie są jednowymiarowe, nieciekawe albo nawet źle przedstawione (do czego jeszcze wrócę). Fani Diuny z pewnością wyjdą z kina rozczarowani, a może i nawet wku*wieni (jak ja na przykład). I aż nie wierzę, że to mówię, ale ta tak bardzo krytykowana adaptacja Lyncha (która finalnie jest jednym, wielkim bełkotem) pod wieloma względami robi te wszystkie rzeczy lepiej. I to wam powinno dać do myślenia jak bardzo spłyconą historię ujrzycie w kinie.

No dobra, ustaliliśmy już że znawcy uniwersum będą zawiedzeni. Co więc z tymi, którzy w kinie zapoznają się z Diuną po raz pierwszy? Może będą zadowoleni z prostej historii i barwnego świata?

No też niekoniecznie.

Mimo całej prostoty wiele rzeczy może być wciąż dla takiego widza niejasne. Książka Herberta w znacznej mierze dzieje się w głowach bohaterów. David Lynch przedstawił to w swoim filmie prosto, może nawet topornie i mało estetycznie, no ale przedstawił. Po prostu uzewnętrznił myśli bohaterów. Villeneuve z tego zrezygnował. I raczej wyszedł na tym gorzej. Dla porównania przedstawię wam teraz różnicę w tej samej scenie w tych dwóch filmach:

pokaż spoiler Scena zamachu na Paula. Do pokoju wlatuje mechaniczna strzała. U Lyncha przynajmniej wiadomo było dlaczego nie atakuje Paula – reaguje bowiem na ruch. U Villeneuve’a błąka się po pokoju, zbliża się do Paula, ale ostatecznie i tak atakuje służącą. Co się tutaj właściwie wydarzyło? Musicie się domyślać.

Pytań oczywiście powstaje o wiele więcej. Dlaczego w świecie gdzie ludzie podróżują statkami kosmicznymi i mają system naprowadzania rakietowego, ostatecznie i tak walczą ze sobą na miecze jak w średniowieczu? I co to za powłoka którą sobie włączają? A jeśli to jakaś zajebista tarcza to dlaczego można ją i tak przeciąć mieczem? I gdzie są jakieś pistolety? A jeśli ich nie ma – to dlaczego?

Żadnego wytłumaczenia tutaj nie doświadczycie. Przedstawiając tak bardzo inną rzeczywistość trzeba było się w nią lepiej zagłębić.

Kiepski scenariusz odbił się też negatywnie na bohaterach. Choć naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń do aktorów, wręcz casting uważam za znakomity, to i oni oberwali rykoszetem. Tak bardzo chwalona w różnych recenzjach Rebecca Ferguson zagrała, owszem, znakomicie. Ale pod warunkiem, jeśli nie zna się książek ( ͡° ͜ʖ ͡°) Tam jej postać wypada trochę inaczej, żeby nie powiedzieć – słuszniej.

Poza Paulem i Leto reszta bohaterów ma zwyczajnie za mało czasu antenowego. Przez co wypadają naprawdę jednowymiarowo. Lekarz Yueh ma tak bardzo ważną rolę w tej powieści, a dostaje w całym filmie może ze 3 zdania do powiedzenia. Stellan Skarsgard jako baron wypada obłędnie i każda scena z nim jest jak małe dzieło sztuki. Tylko czemu go tak mało do cholery? Przecież to ten główny zły…

Proporcje, czy pewien balans w filmie są naprawdę trudne do zrozumienia. Villeneuve znalazł czas, by umieścić w nim majestatyczną scenę ze zlizującą swój pot myszą pustynną, a nie znalazło się już nawet sekundy dla Imperatora (chociaż kilkukrotnie jest o nim mowa).

No dobrze, sporo ponarzekałem do tej pory. Ale czy ta Diuna jest naprawdę złym filmem?

Nie. Idźcie do kina. Wesprzyjcie swoim portfelem ten rodzaj kinematografii. Warto. Po prostu nie nastawiajcie się na zbyt wiele.

Diuna wizualnie jest dziełem monumentalnym. Gwarantuję wam podczas seansu pełne przeniesienie się do innej rzeczywistości. Niektóre kadry śmiało można sobie ustawić na pulpicie jako tło. Wyglądają po prostu obłędnie. A jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić to znowu będą to proporcje. Za dużo Arrakis, a za mało całej reszty. No ale tutaj wracamy do punktu wyjścia – do mizernego scenariusza…

To wszystko sprawia, że Diuna jest filmem dobrym. Po prostu dobrym i tylko dobrym. Nie powali na kolana ani fana uniwersum ani widza nie mającego wcześniej z nim styczności. Szkoda.

7/10

#film #diuna